Uznawanie kwalifikacji. Gdzie tkwi problem

📜 Proces uznawania kwalifikacji zawodowych i dyplomów cudzoziemców w Polsce — choć formalnie istnieje i jest opisany w przepisach — w praktyce okazuje się jednym z najbardziej problematycznych elementów integracji zawodowej migrantów. Dotyczy to szczególnie osób z Ukrainy, które po 2022 roku masowo próbują wejść na polski rynek pracy zgodnie ze swoimi kompetencjami. W rozmowie eksperckiej CASE, w której brałam udział ( https://www.youtube.com/watch?v=xLzVVIpAjdI), oraz w najnowszym raporcie „Kwalifikacje ponad granicami: Uznawanie ukraińskich dyplomów i kwalifikacji w Polsce” ( https://case-research.eu/pl/publications/kwalifikacje-ponad-granicami-uznawanie-ukrainskich-dyplomow-i-kwalifikacji-w-polsce/) wyraźnie widać, że największym wyzwaniem nie jest brak przepisów, lecz niedostosowanie systemu do realnych potrzeb cudzoziemców.

W Polsce funkcjonują dwa równoległe mechanizmy uznawania kwalifikacji: pierwszy dotyczy wykształcenia — dyplomów i świadectw, które są weryfikowane przez kuratorów oświaty, uczelnie lub NAWA; drugi dotyczy kwalifikacji zawodowych w zawodach regulowanych, gdzie właściwe organy — takie jak MEiN, NIL, NIPiP, PIIB czy samorządy zawodowe — oceniają program kształcenia, doświadczenie zawodowe i zgodność z polskimi standardami. Choć system wygląda na uporządkowany, raport CASE pokazuje, że w praktyce procedury są rozproszone, instytucje działają niespójnie, a wymagania różnią się między uczelniami i izbami. Migranci są odsyłani od jednej instytucji do drugiej, co prowadzi do sytuacji, w której osoby z realnym doświadczeniem zawodowym — pielęgniarki, nauczyciele, technicy, kierowcy czy logistycy — nie mogą pracować zgodnie z kwalifikacjami, mimo że rynek pracy ich potrzebuje.

Jednym z najpoważniejszych problemów jest brak koordynacji międzyinstytucjonalnej. Uczelnie, ministerstwa, izby zawodowe, NAWA, CKE, urzędy pracy i organizacje pozarządowe działają w izolacji, bez wspólnego centrum decyzyjnego i bez jednolitych standardów. W efekcie migranci często zaczynają proces od zera, bo nikt nie potrafi wskazać właściwej ścieżki, a decyzje są nieprzewidywalne i zależą bardziej od instytucji niż od kwalifikacji kandydata. Raport wskazuje, że wyznaczenie jednego lidera systemu — np. NAWA lub MRPiPS — mogłoby po raz pierwszy uporządkować odpowiedzialność i stworzyć jednolite standardy.

Drugim kluczowym problemem jest brak ujednoliconych zasad. Każda uczelnia i każda izba zawodowa stosuje własne wymagania dokumentów, własne interpretacje przepisów i własne podejście do braków w dokumentacji. To prowadzi do nierównego traktowania migrantów, stresu i nieprzewidywalności procesu. Ujednolicenie standardów mogłoby zwiększyć przejrzystość, skrócić czas procedur i zmniejszyć liczbę odwołań.

Kolejną barierą jest brak cyfryzacji. Wnioski o nostryfikację i uznanie kwalifikacji są składane papierowo lub mailowo, a każda instytucja ma własne formularze i kanały komunikacji. Dokumenty giną, są niekompletne lub wymagają ponownego przesłania, a migranci nie wiedzą, na jakim etapie jest ich sprawa. Centralna platforma online mogłaby ujednolicić wymagania, skrócić czas procedur i stworzyć bazę danych do planowania polityk publicznych.

Ogromnym problemem jest również brak jednego, rzetelnego źródła informacji. Dane o procedurach są rozproszone między uczelnie, ministerstwa, izby zawodowe, organizacje pozarządowe i media społecznościowe. Często są nieaktualne, niepełne lub sprzeczne. Nic dziwnego, że 49,5% migrantów ocenia swoją wiedzę o procedurach jako „słabą” lub „umiarkowaną”, a 31% nie otrzymało żadnego wsparcia w procesie. Centralny portal informacyjny w językach PL/UA/EN mógłby po raz pierwszy zebrać wszystkie procedury w jednym miejscu i wyjaśnić ścieżki krok po kroku.

Wiele ukraińskich kwalifikacji nie ma bezpośrednich odpowiedników w Polsce, co zmusza migrantów do rozpoczynania edukacji od zera. To marnowanie kompetencji i czasu, które zniechęca do uznawania kwalifikacji i prowadzi do pracy poniżej kwalifikacji. Studia pomostowe mogłyby uzupełnić różnice programowe, skrócić ścieżkę do uzyskania polskiego dyplomu i uwzględnić wcześniejsze doświadczenie zawodowe.

Jednym z najbardziej niedyskutowanych wyzwań jest brak tłumaczy na egzaminach zawodowych. To nie kwestia organizacyjna, lecz ustawowa. Zgodnie z art. 9 ustawy o języku polskim: „Język polski jest językiem nauczania oraz językiem egzaminów i prac dyplomowych w szkołach publicznych i niepublicznych wszystkich typów oraz w placówkach oświatowych i innych instytucjach edukacyjnych, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej.” W praktyce oznacza to, że wszystkie egzaminy zawodowe muszą odbywać się po polsku, nie ma podstawy prawnej, aby dopuścić tłumacza, ani możliwości przygotowania wersji językowych egzaminów. W efekcie wykwalifikowani specjaliści odpadają nie z powodu braku kompetencji zawodowych, lecz językowych. To szczególnie dotyczy zawodów technicznych, gdzie praktyczne umiejętności są kluczowe. Prowadzi to do absurdów: specjaliści pracują poniżej kwalifikacji, pracodawcy nie mogą ich formalnie zatrudnić na właściwych stanowiskach, a rynek traci ludzi, którzy mogliby pracować legalnie i efektywnie.

Problem pogłębia brak ekspertów w Polsce dedykowanych tej grupie. Brakuje specjalistów znających systemy edukacji Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Indii czy Filipin, a instytucje nie mają narzędzi do interpretacji dokumentów nieidealnych lub niepełnych. W efekcie decyzje są zachowawcze, procesy trwają miesiącami, a cudzoziemcy są odsyłani od instytucji do instytucji.

W tym kontekście kluczowe staje się pytanie: jak chronić interes Polski, a jednocześnie nie tracić ludzi? Raport PIE „Wysoka aktywność zawodowa Ukraińców nie gwarantuje, że zostaną w Polsce na stałe” https://pie.net.pl/wysoka-aktywnosc-zawodowa-ukraincow-nie-gwarantuje-ze-zostana-w-polsce-na-stale/ pokazuje, że cudzoziemcy pracują dużo i są aktywni zawodowo, ale nie czują stabilności, a bariery systemowe — w tym językowe — są jednym z czynników skłaniających ich do wyjazdu. Jeśli Polska chce, aby osoby te zostały, żyły, uczyły się i pracowały tutaj, musi znaleźć rozwiązania, które nie naruszają art. 9, nie obniżają standardów bezpieczeństwa, ale pozwalają realnie wejść na rynek pracy. Dlatego w rekomendacjach raportu CASE pojawiają się propozycje, które można wdrożyć bez zmiany ustawy: egzaminy praktyczne tam, gdzie to możliwe, kursy przygotowawcze finansowane publicznie, ścieżki pomostowe, ocena portfolio zawodowego, możliwość zdawania części teoretycznej w uproszczonej formie oraz dopuszczenie tłumacza przysięgłego w elementach nieegzaminacyjnych, takich jak dokumentacja czy wnioski.

Komentarze